kremy z filtrem -
nadrackie kobiety w konkurencji łamania serc doszły do absolutnej skrajności. Ta podróż mogła być bardzo interesująca.
Potem przybrałyśmy z matką postać sokoła i poleciałyśmy na północny wschód, do kraju Nadraków. Dwaj mężczyźni, których szukaliśmy, mieszkali w stolicy, Yar Nadrak, ale matka zaproponowała, abyśmy zatrzymały się w bezimiennej osadzie w nieprzebytych lasach Gar og Nadrak, aby przyjrzeć się występowi nadrackiej tancerki, Ayalli.
Z osady biła byle jakość, tak typowa dla Gar og Nadrak. Domy były zbudowane z bali i płótna. Żaden z nich nawet w przybliżeniu nie trzymał kątów i pionów. Były krzywe
i koślawe, ale to nie przeszkadzało traperom i poszukiwaczom złota, którzy od czasu do czasu przybywali tu z lasu, gdy stęsknili się za cywilizacją. Przeleciałyśmy z matką nad osadą i przysiadłyśmy na parapecie okna, wysoko na tylnej ścianie miejscowej oberży.
- Właściciel Ayalli nazywa się Kablek, Pol - powiedziała matka. - Do niego należy ta oberża, Ayalla zaś jest rodzajem zabezpieczenia dla jego interesów. Tańczy tu każdego wieczoru i to przyciąga klientów. Kablek bogaci się dzięki niej. Rozcieńcza piwo tak, że nawet nie chce się już pienić, i liczy sobie za
kremy z filtrem nie ceny niebotyczne.
- Przypomina Tolnedranina.
- Tak, rzeczywiście, tyle że nie ma żadnej ogłady.
Tłum w oberży Kableka był bardzo hałaśliwy, ale porządku pilnowało kilku barczystych mężczyzn z solidnymi pałkami. Przerywali walki na noże, ale zezwalali bić się na pięści, chyba że uczestnicy zaczynali niszczyć meble. Kablek i jego pomocnik sprzedawali ogromne ilości piwa aż do późnego wieczora, a potem stali bywalcy zaczęli skandować: „Ayalla, Ayalla, Ayalla!", waląc pięściami w stoły i tupiąc. Kablek odczekał kilka minut, nalewając piwo wszystkim chętnym, po czym wdrapał się na długi kontuar i
krzyknął:
- Ostatnia szansa, panowie! Chodźcie po piwo. W czasie tańca nie będziemy sprzedawać!
Goście przypuścili szturm na kontuar. Potem, gdy wszyscy mieli już pełne kufle, Kablek uniósł rękę, prosząc o ciszę.
- Oto rytm! - oznajmił i zaczął klaskać w dłonie, trzy wolne klaśnięcia, a potem cztery szybkie. - Nie pomylcie się, ludzie. Ayalla tego nie lubi, a potrafi naprawdę szybko sięgnąć po swoje noże.
Odpowiedział mu trochę nerwowy śmiech. Aktor zawsze lubi trzymać widzów w napięciu... ale nożami? Potem, z zawodowym dramatyzmem, w jasno oświetlonym wejściu pojawiła się Ayalla. Musiałam przyznać, że
jest oszałamiająco piękna. wycieczki Miała kruczoczarne włosy, błyszczące czarne oczy i zmysłowe usta. Była niewolnicą, ale nawet tolnedrański imperator nie dorównywał jej majestatem. Dosłownie brała w posiadanie wszystko, i wszystkich, na co spojrzała. Jej strój, jeśli coś tak zwiewnego można nazwać strojem, zrobiony był z jasnego, malloreańskiego jedwabnego szyfonu, który szeleścił przy każdym ruchu. Pozostawiał odsłonięte ramiona i kończył się tuż nad wysokimi butami z miękkiej skóry, z których wystawały rękojeści sztyletów.
Widownia przywitała ją gorąco, ale Ayalla sprawiała wrażenie nieco znudzonej. Wyraz jej twarzy uległ jednak zmianie, gdy goście zaczęli
wybijać ten kuszący rytm. Zaczęła tańczyć wolno, jakby niewprawnie, ale potem przyspieszyła. Jej stopy zdawały się wprost migać, gdy wirowała wokół sali w takt przejmującego rytmu.
- Oddychaj, Pol! - usłyszałam głos matki. - Zaczynam widzieć plamy przed naszymi oczyma.
Uwolniłam wstrzymywany nieświadomie oddech. Występ Ayalli nawet mnie zauroczył.
- Ma talent, prawda? - powiedziałam.
Ayalla zwolniła taniec i znieruchomiała w wyzywającej pozie. Dłonie trzymała na rękojeściach sztyletów, jasno dając do zrozumienia, co zrobi z każdym, kto będzie na tyle głupi, by odpowiedzieć na prowokację.
Bogowie! To wyglądało na świetną zabawę!
- No i co, Pol?
wycieczki -
|